bodya.eu
POLSKI PRODUCENT
DOSTAWA W 24H
DARMOWA DOSTAWA OD 39 ZŁ
14 DNI NA ZWROT
Darmowa dostawa od 39,00 zł
Pozostało 39,00 zł do darmowej dostawy
Szukaj Zarejestruj Koszyk (0)
Twój koszyk jest pusty.
do kasy
Pozostało 39,00 zł do darmowej dostawy
suma: 0,00 zł
Blog kategorie

Spontaniczna sesja bikini w Kostaryce. Historia, która wydarzyła się sama 0

Spontaniczna sesja bikini w Kostaryce. Historia, która wydarzyła się sama

 

Bodya · Kostaryka · Sesja zdjęciowa

Niektóre rzeczy w życiu planujesz miesiącami. Inne dzieją się zupełnie przypadkiem – i właśnie te często okazują się najpiękniejsze.

Nasza pierwsza sesja bikini w Kostaryce była dokładnie takim momentem. Nie było moodboardów, nie było planu zdjęciowego, nie było nawet modelki. Była tylko plaża w Samarze, kilka nowych bikini w walizce i dziewczyny, które poznałam dzień wcześniej na plaży.

I to wystarczyło.


Jak powstała najbardziej spontaniczna sesja bodya.eu?

Był to nasz pierwszy pobyt w Kostaryce. Mieszkaliśmy wtedy w Samarze, niewielkiej miejscowości na półwyspie Nicoya, gdzie życie toczy się wolniej, a plaża jest naturalnym centrum wszystkiego.

Spacerując jednego dnia po plaży, poznałam dwie dziewczyny. Młode Kostarykanki z Cartago – miasta położonego wysoko w górach. Były absolutnie zjawiskowe. Zupełnie inne sylwetki niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni w Europie.

Mocne biodra. Pełne uda. Naturalne, kobiece proporcje.

Było w nich coś niezwykle autentycznego. Pomyślałam wtedy: szkoda byłoby tego nie sfotografować. Nie planowałam żadnej sesji. Po prostu zapytałam je, czy następnego dnia chciałyby wystąpić w naszych bikini. Zgodziły się od razu.


Sesja pod skałami na Samara Beach

Następnego dnia spotkaliśmy się rano na krańcu Samara Beach, w okolicy skał przy Cangrejal. To jedno z tych miejsc, które fotograficznie robi ogromne wrażenie.

Palmy. Ciemne skały. Mocne tropikalne światło.

Pamiętam dokładnie swoje pierwsze wrażenie. Byłam trochę onieśmielona tą przyrodą. Wszystko było tak wyraziste i dzikie, że bardzo zależało mi, żeby nie zrobić typowej, cukierkowej sesji produktowej. Chciałam czegoś bardziej lokalnego. Bardziej surowego. Bardziej jak fotografia modowa niż katalog.

Zdjęcia robiliśmy przed południem. Światło było bardzo mocne, ale skały i palmy dawały fragmenty cienia, które pozwalały pracować z kontrastem i fakturą.


Kulisy sesji, czyli jak wyglądała logistyka

Cała logistyka tej sesji była równie spontaniczna jak sam pomysł.

W walizce miałam bodajże trzy zapasowe komplety bikini - sample, które wzięłam zupełnie na zapas. Kiedy dzień wcześniej poznałam dziewczyny na plaży i zaproponowałam im udział w zdjęciach, po prostu podarowałam im te komplety. Dzięki temu mogły spokojnie przygotować się następnego dnia i nie musiały przebierać się na plaży.

Towarzyszył nam też chłopak jednej z nich. W pewnym momencie zapytałam, czy nie chciałby stanąć przed obiektywem. Zgodził się od razu, więc zrobiłam mu kilka zdjęć. Było to dla mnie ciekawe doświadczenie, bo do tej pory prawie zawsze fotografowałam kobiety.

Cała atmosfera była bardzo swobodna. Nie wzbudzaliśmy wielkiej sensacji na plaży, ale ludzie zwracali uwagę. Niektórzy się zatrzymywali, patrzyli chwilę z ciekawością, ktoś skomentował coś po hiszpańsku, ktoś pomachał dziewczynom.

Najbardziej zapamiętałam jednak klimat - bardzo przyjazny, wspierający. Ludzie raczej kibicowali niż oceniali.

I był też taki moment, który pamiętam bardzo wyraźnie. Kiedy dziewczyny pierwszy raz wyszły na skały w bikini i zaczęły pozować, spojrzałam przez wizjer aparatu i pomyślałam tylko jedno:

To będą naprawdę dobre zdjęcia.

Nie dlatego, że wszystko było perfekcyjne. Światło było ostre, wiatr momentami rozwiewał włosy, a my improwizowaliśmy. Ale energia była dokładnie taka, jakiej szuka każdy fotograf. Naturalna. Prawdziwa. Nie do podrobienia.


Fotografia jako uniwersalny język

Zdjęcia robiłam oczywiście ja. Fotografią zajmuję się od prawie 20 lat, więc aparat zawsze jest ze mną. Modelkami były dziewczyny, które poznałam dzień wcześniej na plaży. Nie były profesjonalnymi modelkami. I może właśnie dlatego wszystko wyszło tak naturalnie.

Największym wyzwaniem była bariera językowa. One mówiły bardzo słabo po angielsku.

Ja nie mówię po hiszpańsku. Polskiego oczywiście nie znały w ogóle.

Ale fotografia jest językiem uniwersalnym. Pokazywałam im zdjęcia na aparacie. Demonstrowałam pozycje na sobie. W pewnym momencie wyglądało to pewnie dość zabawnie - ja spocona, z wielkim aparatem na szyi, wyginająca się na skałach, żeby pokazać dokładnie, jak ustawić ciało. One patrzyły, śmiały się i powtarzały.

I nagle wszystko zaczęło działać.


Bikini, które znalazły się w walizce przez przypadek

Najzabawniejsze w tej historii jest to, że ta sesja w ogóle nie była planowana.

Po prostu spakowałam do walizki za dużo bikini.

Były to sample naszych modeli - między innymi Classic góra, Classic dół oraz dół Thong. Do dziś nie wiem, dlaczego wzięłam ich więcej, niż potrzebowałam. Może gdzieś z tyłu głowy miałam przeczucie, że mogą się przydać.

Classic to zresztą jeden z naszych najbardziej charakterystycznych modeli. Najbardziej klasyczne trójkątne bikini, jakie można sobie wyobrazić - tylko w naszej interpretacji bodya. I właśnie te modele zostały sfotografowane w Samarze.


Najbardziej spontaniczna kampania bodya

Kiedy wróciliśmy do Polski i zaczęłam publikować zdjęcia, wydarzyło się coś bardzo ciekawego. Zdjęcia pojawiły się na stronie, w kampanii i bardzo naturalnie weszły w komunikację marki. Szczególnie jedna z dziewczyn - Natalia, która miała piękne afro - przyciągała ogromną uwagę.

Ale najważniejsze było coś innego. Sylwetki tych dziewczyn były zupełnie inne niż typowe europejskie standardy. Większe biodra, mocne uda, pełniejsze proporcje. I właśnie to zostało fantastycznie przyjęte przez nasze obserwatorki. Bo dokładnie to chcemy pokazywać w bodya: że każde ciało jest piękne. Każde ciało jest wyjątkowe. I że bikini nie jest zarezerwowane dla jednego typu sylwetki. Mam wrażenie, że te zdjęcia dodały wielu dziewczynom trochę odwagi.


Czy wtedy wiedzieliśmy, że Kostaryka stanie się ważnym miejscem dla bodya?

Jeszcze nie. W tamtym momencie to było po prostu odkrywanie kraju. Wszystko było nowe: ludzie, przyroda, styl życia. Dopiero uczyliśmy się tego miejsca i nie mieliśmy jeszcze pojęcia, jak bardzo zwiążemy się z nim w kolejnych latach.

Ale pamiętam bardzo wyraźnie jedną rzecz, która wtedy pierwszy raz mocno mnie uderzyła. Podejście do ciała. Na kostarykańskich plażach kobiety funkcjonują zupełnie inaczej niż w Europie. Mają krągłości, mają biodra, mają uda - i absolutnie się tego nie wstydzą. Nie zakrywają się ręcznikiem, nie poprawiają co chwilę stroju, nie chowają się pod narzutkami.

Po prostu są.

Naturalnie. Swobodnie. Bez tej ciągłej kontroli, którą często widzimy na europejskich plażach.

I pamiętam moment, kiedy patrzyłam na te dziewczyny w naszych bikini i pomyślałam, że to podejście jest bardzo bliskie temu, co od początku chcieliśmy budować w bodya.

Że ciało nie musi być idealne, żeby być piękne. Że bikini nie jest dla jednego typu sylwetki. Że kobiecość nie potrzebuje przeprosin.

To był chyba pierwszy moment, kiedy przemknęła mi przez głowę myśl, że Kostaryka i bodya mogą mieć ze sobą więcej wspólnego, niż wtedy przypuszczałam.

I że ta spontaniczna sesja może być początkiem bardzo fajnej przygody.


Dlaczego ta sesja była tak wyjątkowa?

Patrząc z perspektywy czasu, myślę, że ta sesja zadziałała właśnie dlatego, że nie była planowana.

Nie było produkcji. Nie było presji. Nie było scenariusza. Była tylko energia miejsca, spontaniczność i prawdziwe emocje.

Kostaryka bardzo często działa właśnie w ten sposób. Daje Ci coś, czego w ogóle nie planowałeś. A potem okazuje się, że to jeden z najpiękniejszych momentów całej podróży.


Jak jedna spontaniczna sesja zmieniła historię bodya.eu?

Dopiero z perspektywy czasu zobaczyliśmy, jak duże znaczenie miała ta pierwsza sesja w Samarze. Okazało się, że była początkiem naszej małej tradycji robienia zdjęć bodya w Kostaryce.

Każdy kolejny wyjazd przynosił nowe historie, nowe kobiety i nowe miejsca. Z czasem zaczęliśmy podchodzić do sesji bardziej świadomie. Planowaliśmy lokalizacje, myśleliśmy o świetle, zabieraliśmy ze sobą konkretne modele bikini. Ale wciąż staraliśmy się zachować tę samą energię spontaniczności.

Podczas jednego z kolejnych pobytów wydarzyło się coś, czego również się nie spodziewałam. W Airbnb, w którym wtedy mieszkaliśmy, poznałam dziewczynę z Kanady – Magalie. Bardzo szybko okazało się, że świetnie się dogadujemy. Kiedy zaproponowałam jej zdjęcia, początkowo podeszła do tego dość sceptycznie. Powiedziała mi wprost: „Mój mąż jest fotografem, więc ja już trochę zdjęć w życiu zrobiłam.”

Na początku było w tym trochę dystansu, ale bardzo szybko się zaprzyjaźniłyśmy. Zaczęłyśmy robić wspólnie zdjęcia i okazało się, że Magalie ma przed obiektywem niezwykłą naturalność. Przez kolejne trzy lata była jedną z naszych głównych modelek. Miała typ urody bliższy europejskiemu, co bardzo spodobało się naszym klientkom. W tym roku jednak ich historia skręciła w zupełnie nowym kierunku – Magalie razem z mężem i dwójką dzieci sprzedała wszystko i przeniosła się na żaglówkę. Teraz podróżują po Karaibach i żyją w rytmie oceanu.

Sesje w tym kraju robimy nadal, ale jedno się nie zmieniło.

Nie szukamy profesjonalnych modelek. Najczęściej fotografujemy nasze przyjaciółki, znajome, dziewczyny, które poznajemy na miejscu. Wiemy już, że dziewczyny bodya lubią naturalność. Lubią widzieć na zdjęciach prawdziwe kobiety - nieidealne, niewyretuszowane, takie jak my wszystkie.

I to właśnie od tej pierwszej sesji wszystko się zaczęło.

Gdybym miała opisać tamten dzień jednym słowem, powiedziałabym: Odkrycie.

Bo Kostaryka odkryła przede mną zupełnie inny wymiar zarówno bodya, jak i mojej fotografii. Zrozumiałam wtedy jedną bardzo ważną rzecz.

Najlepsze zdjęcia powstają wtedy, kiedy robię je po swojemu. Kiedy ufam swojej intuicji. I kiedy przestaję próbować dopasować się do czyichś wyobrażeń o tym, jak „powinna” wyglądać sesja.

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium